Aktualności,  NASZA ROZMOWA

BEZ STALI NIE BĘDZIE ZIELONEGO ŁADU

ROZMOWA „MH” Z ANDRZEJEM KAROLEM PRZEWODNICZĄCYM RADY KRAJOWEJ SEKCJI HUTNICTWA NSZZ „SOLIDARNOŚĆ”

Przewodniczący Andrzej Karol.

„MH”: Panie Przewodniczący. Za nami 8 miesięcy znakomitej koniunktury na rynku stalowym. Proszę o krótką ocenę tego okresu. Jaki był on dla pracowników branży hutniczej?

A.Karol: Od końca ubiegłego roku na rynku obserwujemy zwiększone zapotrzebowanie na wyroby stalowe, a za nim rosnące ceny. Wszyscy producenci generują zyski i odrabiają straty z lat ubiegłych. Jednak ten boom na rynku nie będzie trwał wiecznie i zdajemy sobie sprawę, że nadejdzie czas korekty. I oby tylko korekty, a nie dekoniunktury. Już mamy pierwsze sygnały o zmniejszonym zapotrzebowaniu na niektóre wyroby. Ceny też wyhamowały. To dobra informacja dla branż kooperujących z hutnictwem, gdzie brakowało stali, ale dla sektora stalowego zapala się lampka ostrzegawcza. Trzeba bacznie patrzeć na to, co dzieje się na rynku i odpowiednio szybko reagować. Miejmy nadzieję, że jest to tylko chwilowa sytuacja, bo składy są przepełnione wyrobami hutniczymi i ta dobra passa będzie z nami jeszcze w kolejnych miesiącach.

Biorąc pod uwagę aspekt społeczny to chciałoby się powiedzieć, że wszyscy na tej koniunkturze skorzystali – zarówno pracodawcy jak i pracownicy. Niestety nie jest to do końca prawda. Pomimo podpisywanych na początku roku porozumień płacowych w wielu zakładach, w tym w ArcelorMittal Poland, oczekiwania załogi są znacznie większe, szczególnie w czasie, gdy pracuje się w nadgodzinach, by zrealizować zamówienia.

Pomimo problemów z obsadami stanowisk produkcyjnych nie odnotowaliśmy znaczących wzrostów zatrudnienia. Pracodawcy dobrze wiedzą, że jest zbyt mało rąk do pracy i należałoby z marszu przyjąć do pracy kilku, a w niektórych przypadkach kilkunastu nowych pracowników. Zwiększone zapotrzebowanie na stal realizuje zbyt mała liczba pracowników, co w konsekwencji może odbić się na zwiększonej wypadkowości, czego chcielibyśmy jako storna społeczne uniknąć. Dodatkowe zlecenia, nadgodziny, za to wszystko ludzie oczekują znacznie większych gratyfikacji finansowych, szczególnie gdy wykonują ciężką pracę, często kosztem własnego czasu i rodziny.

Podsumowując trzeba stwierdzić, że po fali pandemii Covid -19 z roku ubiegłego hutnictwo na całym świecie odnotowuje znaczące wzrosty produkcji. Od stycznia do lipca w Unii Europejskiej wyprodukowano prawie 91 mln ton stali, co oznacza 20 proc. wzrost w porównaniu do roku 2020. Analizując te wzrosty trzeba jednak pamiętać, o lockdownach w krajach Europy i znaczących spadkach produkcji w roku ubiegłym. Suma summarum produkcja rośnie. Na świecie wzrost ten jest na poziomie 12 proc.. Dane te pokazują jak ważna jest stal dla rozwoju cywilizacji. Mamy czas prosperity, ale też ogromnych obaw o przyszłość hutnictwa i ludzi w nim pracujących.

 „MH”:  Przyjęcie pakietu „fit for 55” wiąże się z przechodzeniem na zeroemisyjność. Jest to ogromne wyzwanie dla przemysłu hutniczego, nie tylko w Polsce…

              A.Karol: Przedstawiony na początku lipca pakiet „Gotowi na 55” ma doprowadzić do redukcji emisji dwutlenku węgla o 55 proc. do 2030 roku, a w perspektywie roku 2050 doprowadzić do zeroemisyjności unijnych gospodarek. To ogromne wyzwanie dla wszystkich państw członkowskich, a przede wszystkich dla  branż energochłonnych i emitujących dwutlenek węgla, jak energetyka czy hutnictwo.

              Z tymi rygorystycznymi planami wiążą się duże obawy o przyszłość hutnictwa w Polsce, bo sprostanie wymogom zeroemisyjności będzie bardzo kosztowne. Czy zdołamy dotrzymać tych norm? Czy inwestorzy będą skłonni ponieść tak ogromne nakłady finansowe? Czy państwo wesprze działania inwestycyjne? Te pytania to jedna wielka niewiadoma.

              Energetyka w Polsce oparta jest na węglu, czyli wysokoemisyjnym surowcu. Jeżeli nie zmienimy naszego miksu energetycznego, to za kilka lat może okazać się, że nie dość, że nie dotrzymujemy norm środowiskowych wyznaczonych przez Unię, to brakuje energii na nowe technologie produkcji hutniczej. Mam tu na myśli proces bezpośredniej redukcji rudy żelaza – DRI oparty na gazie lub wodorze. Z wyliczeń jakim dysponuje środowisko hutnicze jednoznacznie wynika, że przejście na produkcję zielonej stali będzie wymagało zwiększenia zużycia energii elektrycznej 6 krotnie. Czy przy takich cenach, jakie dziś mamy, produkcja hutnicza w Polsce będzie opłacalna?

              Brakuje spójnej, rzetelnej i długofalowej polityki państwa dla branży stalowej, która powinna być traktowana priorytetowo i wpisana jako strategiczna dla kraju. Bez stali nie przeprowadzimy transformacji zielonego ładu. Do budowy farm wiatrowych potrzeba stali, samochody elektryczne też są ze stali… I tak prawdę powiedziawszy w każdym sektorze gospodarki potrzebna jest stal. Czasami zastanawiam się, czy w Brukseli i Warszawie nie rozumieją, że pozbycie się własnego hutnictwa skazuje Unię na dyktat ze strony państw trzecich. Wracając do wyników produkcyjnych za 7 miesięcy 2021 roku to największy wzrost produkcji odnotowuje się w Afryce – plus 29 proc. i Ameryce Południowej plus 26 proc. Czy emisja w tych krajach nie prowadzi do zmian klimatycznych?

Wielkie koncerny europejskie zapowiedziały, że do roku 2050 przejdą na produkcję tzw. zielonej stali opartej na wodorze i odnawialnych źródłach energii. Są to inwestycje kapitałochłonne i wiele państw, jak Niemcy i Hiszpania już zapowiadają wsparcie dla zakładów hutniczych. Dużo mówi się o gospodarce obiegu zamkniętego, a przecież stal jest w 100 procentach recyklingowana, więc idealnie wpisuje się w tę politykę. Dlatego działania, które są prowadzone, a raczej ich brak prowadzą do utraty konkurencyjności. Z jednej strony mówi się o przebudowie gospodarki na zieloną, a z drugiej odrzuca stal, bez której tej rewolucji nie da się przeprowadzić. Rząd musi w końcu zrozumieć, że stal jest tworzywem niezbędnym do budowania nowej zielonej Europy. Likwidacja hutnictwa w Europie nie uratuje planety, bo stal będzie nadal produkowana w krajach, gdzie nie ma żadnych norm środowiskowych.

              „MH”: Pomimo, że sytuacja na rynku jest bardzo dobra nie brakuje niepokojów społecznych…

              A.Karol: Ma Pan na myśli ostatnie hutnicze aktywa państwowe, które są we władaniu Węglokoksu. Związkowcy działający w Hucie Pokój, Hucie Łabędy i Walcowni Blach Batory oflagowali budynki i powołali komitet protestacyjno-strajkowy. Jest to pokłosie lekceważenia przez ministra aktywów państwowych Jacka Sasina strony społecznej. W obawie o przyszłość zakładów koledzy doszli do porozumienia ponad podziałami i wystosowali list otwarty z żądaniem spotkania z osobą decyzyjną. Nikt nie podjął rozmów więc zdecydowano o oflagowaniu firm. Myślę, że jeżeli w dalszym ciągu nie będzie odpowiedzi, ze strony właściciela, to obecna forma protestu zostanie zaostrzona.

              Na spotkaniach z zarządem Węglokoksu przedstawiane są cztery opcje nowej strategii firmy i Grupy, w tym w trzech z nich nie uwzględnia się aktywów stalowych, w ostatniej czwartej roztacza się wizję budowy stalowni elektrycznej i silnej grupy hutniczej. Naszym zdaniem jest to co najmniej niepoważne podejście do bardzo złożonego i trudnego tematu. Huta Łabędy, która jest wiodącym producentem obudów górniczych już za chwilę straci głównego odbiorcę swoich wyrobów – górnictwo. Na dzień dzisiejszy nie ma planów inwestycyjnych związanych choćby z rozwojem drugiej nitki, czyli produkcji rur. Dziś klient chce mieć gotowy pełnowartościowy towar dlatego sprzedaż rur bez izolacji jest bardzo trudna. Od kilku miesięcy słyszymy o planach i poszukiwaniu nowej drogi dla huty. Ale tylko na rozmowach się kończy. Brak konkretów. (…)

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ W „MAGAZYNIE HUTNICZY” 20/2021.