Aktualności,  NASZA ROZMOWA

POTRZEBUJEMY STABILIZACJI I JASNYCH REGUŁ GRY

ROZMOWA „MH” Z PRZEMYSŁAWEM SZTUCZKOWSKIM PREZESEM ZARZĄDU COGNOR HOLDING SA

                   „MH”: Panie Prezesie: Trwają podsumowania trudnego roku 2020 naznaczonego pandemią koronawirusa. Jaki on była dla Cognor Holding i jej pracowników. Jakie wyniki produkcyjno- finansowe udało się osiągnąć?

Prezes Przemysław Sztuczkowski.

                   P. Sztuczkowski: Rok ubiegły był nerwowym czasem ze względu na pandemię COVID-19, wprowadzony w marcu lockdown i związaną z tym niepewność, co do działalności branży, a także rozwoju polskiej gospodarki. Nasze obawy na szczęście nie sprawdziły się i ubiegły rok należy podsumować pozytywnie, choć osiągnięte przez Grupę Cognor wskaźniki produkcyjne nie są tak dobre jak zakładaliśmy.

                   Pewne trudności i perturbacje z pierwszego półrocza odbiły się również na naszych wynikach ekonomicznych, choć na tle niekorzystnych trendów makroekonomicznych jakie obserwowaliśmy w Europie trzeba obiektywnie stwierdzić, że 2020 rok był dla nas rokiem dobrym.

                   Niższy popyt, spadające ceny wyrobów stalowych odbiły się na skonsolidowanych przychodach Grupy, które spadły o 8,9 proc.. Jednak patrząc na poziom produkcji to zmniejszył się on o zaledwie o 2,5 proc, a sprzedaż ilościowa łącznie: złomów stali, kęsów i produktów finalnych tylko o 0,2 proc, podczas gdy w wymiarze wartościowym, aż o 7,6 proc. w porównaniu do roku 2019. Te dane odzwierciedlają uwarunkowania z jakimi przyszło się nam zmierzyć w roku ubiegłym. Pomimo tych niekorzystnych uwarunkowań i spadku marżowości EDITDA  wyniosła prawie 100 mln złotych, a zysk netto ponad 29 mln złotych.

                   Cognor Holding jako producent wyrobów długich odczuł ubiegłoroczne załamanie znacznie słabiej, aniżeli producenci wyrobów płaskich, szczególnie dla sektora automotive. Uważam, że przeszliśmy go w dobrej kondycji. Owszem były miesiące słabsze, jak marzec czy kwiecień, gdy na rynku zapanowała niepewność i nikt nie wiedział jak rozwinie się sytuacja pandemiczna. Wówczas zamówienia wyhamowały, ale nadal produkowaliśmy, bez przestojów.

                   Najgorsza sytuacja była w Hucie Stali Jakościowych w Stalowej Woli, gdzie produkujemy wyroby dla branży motoryzacyjnej. Dyrekcja i służby handlowe tego oddziału musiały podejmować szereg działań w celu pozyskania nowych zleceń. Były one mniej dochodowe, ale pozwoliły na przetrwanie najgorszego czasu. Udało się nam utrzymać stan zatrudnienia, a w drugiej połowie roku odrobić straty. To duży sukces stalowowolskich hutników, bo huta zamknęła ten trudny rok dodatnim wynikiem.

                   Podsumowując. W roku 2020 zmagaliśmy się z szeregiem wyzwań zarówno tych rynkowych jak i związanych z bezpieczeństwem naszych pracowników. Wprowadziliśmy wszystkie zalecenia, aby ograniczyć ewentualne zakażenia. Wszystkie te działania przyniosły pozytywne efekty. Mimo pogarszającego się popytu, spadających cen, mniejszych marż przerobowych nieprzerwanie kontynuowaliśmy pracę na maksymalnym poziomie zdolności produkcyjnych, co przyniosło pozytywny wynik  końcowy.

                   „MH”: Rok 2021 przywitał Was dodatkową opłatą i droższą energią elektryczną. Jak radzicie sobie z tymi podwyżkami?         

                   P.Sztuczkowski: Od stycznia do rachunku doliczana jest tzw. opłata mocowa, którą płaci każdy z nas, ale przedsiębiorstwa energochłonne zostały potraktowane w sposób bardzo drastyczny. Mieliśmy obiecaną ulgę w opłacie, ale jak się później okazało nie weszła ona w życie. Przez cały ubiegły rok staraliśmy się, aby rządzący zrozumieli, że tak wysokie opłaty są dla hutnictwa i firm energochłonnych bardzo szkodliwe. Chcieliśmy wstrzymania tej opłaty na okres 1 roku i w tym czasie wypracowania mechanizmu, który pozwoliłby z jednej strony na wprowadzenie opłaty mocowej, a z drugiej pozwalałby utrzymać naszą konkurencyjność.  Efektem działań branży było odłożenie wejścia w życie tego parapodatku o 3 miesiące.

                   Mamy jednak nadzieję, że prowadzone obecnie rozmowy w Ministerstwie Rozwoju, Pracy i Technologii zakończą się sukcesem. Są one mocno zaawansowane. Opłata mocowa dla energochłonnych ma zostać znacząco obniżona. Póki co musimy odnaleźć się w realiach jakie mamy. Nie chcę nawet myśleć, co będzie jeżeli obiecane redukcje nie wejdą w życie. Tak naprawdę opłata mocowa to wymysł naszego rządu. Naszym kosztem chce dofinansować energetykę, która przez lata nie została zmodernizowana.

                   To kolejne obciążenie firm hutniczych, które z roku na rok tracą swoją przewagę konkurencyjną. Za chwilę może okazać się, że prowadzenie działalności hutniczej, ze względu na cenę energii, będzie po prostu nieopłacalne. Trzeba pamiętać, że nasi najbliżsi sąsiedzi Niemcy, czy Czesi nie ponoszą takowych opłat. Jeżeli oni płaciliby za energię tyle samo, to my nie będziemy protestować. Dziś cena 1 MWh energii w Polsce jest droższa o około 100 złotych, aniżeli w Niemczech.  Jak więc mamy z nimi konkurować?

                   Z niecierpliwością czekamy na konkretne rozwiązania legislacyjne, które uwolnią nas od tak drastycznych opłat. Ogromny wkład w rozmowy z ministerstwem ma Hutnicza Izba Przemysłowo-Handlowa i prezes Stefan Dzienniak, który przekonuje urzędników, przedstawia analizy i gotowe rozwiązania,  zgodne z prawem unijnym. Mamy nadzieję, że te starania przyniosą efekty w postaci ulg, czy obniżenia opłaty.

                   „MH”: Mimo wyższych cen energii, hutnictwo od początku roku bije rekordy zapotrzebowania na stal jak i wzrosty cen. Czy Pana zdaniem jest to chwilowe odbudowanie rynku czy też tendencja stała?

                   P.Sztuczkowski: Faktycznie rok 2021 rozpoczęliśmy od wzrostów popytu na wyroby stalowe, który odczuwalny był już w IV kwartale roku ubiegłego. Rosną również ceny wyrobów stalowych, głównie wyrobów płaskich. Ale mamy także wzrosty cen energii i surowców.

                   Wyniki po pierwszym kwartale pokazują, że odnotowaliśmy spory wzrost sprzedaży w stosunku do roku ubiegłego. Mam nadzieję, że tendencja ta utrzyma się w dłuższej perspektywie czasowej. Cieszy mnie to, bo cykle koniunkturalne w ostatnich latach były bardzo krótkie. Po 4-5 latach dekoniunktury przychodził 1 rok, czasem 2 lata dobrej passy dla hutnictwa. A to jest zbyt krótki okres na zebranie odpowiednich finansów do odbudowywania potencjału wytwórczego. Inwestycje w hutnictwie są bardzo kapitałochłonne, a majątek trzeba stale odtwarzać i inwestować, by sprostać wymaganiom rynkowym, które są coraz wyższe.

                   „MH”: Czego więc potrzebuje hutnictwo, by móc się rozwijać?

                   P.Sztuczkowski: Stabilizacji, jasnych reguł podatkowych, uczciwej konkurencji, a przede wszystkim skutecznej ochrony rynku przed napływem taniej stali z krajów trzecich. Jeżeli stworzymy takie warunki funkcjonowania to unijne hutnictwo z całą pewnością będzie w dobrej kondycji.  Stal jest tworzywem bez którego nie ma rozwoju, a co dopiero mówić o realizacji ambitnych planów przejścia na zeroemisyjność i realizację przedsięwzięć Europejskiego Zielonego Ładu. I to muszą zrozumieć decydenci w Brukseli. A lobby użytkowników cały czas krąży i jest dużym zagrożeniem dla stabilności rynku stalowego. (…)

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ W „MH” 11/2021