Aktualności,  NASZA ROZMOWA

STOIMY PRZED NAJWIĘKSZYM Z WYZWAŃ!

ROZMOWA „MH” Z KRZYSZTOFEM WÓJCIKIEM PRZEWODNICZĄCYM NSZZ PRACOWNIKÓW ARCELORMITTAL POLAND W KRAKOWIE.

„MH”: Jaki był dla pracowników krakowskiego oddziału ArcelorMittal Poland i Związku kierowanego przez Pana rok 2020? Czy i w jakim stopniu wpływ na sytuację załogi miała pandemia?

Przewodniczący Krzysztof Wójcik.

                K.Wójcik: Rok ubiegły przebiegał pod dyktando koronawirusa, który pokrzyżował nam plany, zarówno te zawodowe jak i osobiste. Aby móc podsumować rok 2020 trzeba wrócić do maja 2019 roku i decyzji zarządu ArcelorMittal Poland o czasowym wygaszeniu części surowcowej i naszą walkę o restart wielkiego pieca. Patrząc z perspektywy minionych miesięcy uważam, że związki zawodowe, jak i załoga zrobiły wszystko, by uratować część surowcową w Krakowie. Można pokusić się o stwierdzenie, że byliśmy o włos od osiąg-nięcia sukcesu. Zabrakło tygodnia, może dwóch.

W styczniu 2020 roku podczas zorganizowanego przez prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego tzw. hutniczego okrągłego stołu pojawiło się światełko w tunelu. Wszystko wskazywało, iż idziemy dobrą drogą. Ogłoszono nawet decyzję o wszczęciu prac przygotowawczych do ponownego uruchomienia wielkiego pieca. To dawało nam nadzieję na powrót do normalnej, stabilnej pracy. Przyszła pandemia i marcowy lockdown, który zniweczył nasze starania.

                Jestem pewien, że gdyby nie COVID-19 i zamrożenie gospodarek w Europie cześć surowcowa zostałaby ponownie uruchomiona i dziś w Krakowie pracowalibyśmy w pełnym cyklu produkcyjnym.

                Ludzie często pytają nas czy nie dało się więcej zrobić w tej sprawie. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko, co tylko  było w naszej mocy. Uruchomiliśmy nasze kontakty z samorządem lokalnym, a także polityków na szczeblu państwo-wym. Działaliśmy ramię w ramię z wszystkimi, którym na sercu leżał los huty, tysięcy pracowników i ich rodzin. Szczerze mówiąc byłem podbudowany zaangażowaniem wicepremiera Jarosława Gowina i wiceminister Jadwigi Emilewicz, którzy aktywnie włączyli się w działania na rzecz naszego zakładu. Trochę gorzej wyglądało to ze strony ministra Jacka Sasina, który obiecywał znacznie więcej aniżeli de facto zrobił. Niestety zabrakło nam czasu.

                Podsumowując. Rok 2020 był rokiem bardzo trudnym, okupiony zamknięciem części surowcowej w Krakowie. Najboleśniej odczuła to załoga, która ze względu na pogarszającą się sytuację rynkową musiała przejść na tzw. postojowe, co wiązało się też z niższym uposażeniem.

                „MH”: Jak Pan ocenia sytuację płacową i socjalną w ArcelorMittal Poland?

                K.Wójcik: Przez wiele lat ArcelorMittal Poland był cenionym pracodawcą, zarówno ze względu na wysokość wynagrodzeń, jak i różnego rodzaju gratyfikacje, czy dodatki do pensji zapisane w Zakładowym Układzie Zbiorowym Pracy. Niestety z ubolewaniem patrzę jak z roku na rok podupada etos hutnika. Praca w hucie jest ciężka i młodzi ludzie nie garną się do niej. Dlatego też należy ich zachęcić, choćby wyższymi zarobkami aniżeli w Lidlu czy Biedronce. A mamy przypadki, że ludzie odchodzą, bo jak mówią lepiej zarobią w markecie i nie pracują w szkodliwych warunkach. Tak nie może być. Do tego dochodzi kwestia wypowiedzianego Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy, który jest najważniejszym aktem regulującym sprawy pracownicze.

                W czasie szalejącej pandemii pracodawca wprowadza drastyczne cięcia, naszym zdaniem przełożą się na wynagrodzenia i te decyzje przez kolejne lata będą pokutowały m.in. brakiem rąk do pracy.

                Wypowiedzenie Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy w tak trudnym czasie z całą pewnością wpłynie niekorzystnie na wizerunek ArcelorMittal Poland jako firmy, która szczyciła się mianem dobrego pracodawcy. Niestety głoszone przez lata hasła społecznej odpowiedzialności biznesu zdezaktualizowały się i jeżeli pracodawca tego nie zrozumie i nie zmieni swej postawy, będzie coraz trudniej.

                Do tej pory największą zaletą pracy w hucie była właśnie stabilność, która została zachwiana przez jedną nieodpowiedzialną decyzję praco-dawcy. Jest jeszcze czas na poprawę tego wizerunku. Trzeba tylko wypracować nowy propracowniczy Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy, który nie zabierze nabytych praw.

                W minionym roku dochodziło do kuriozalnych sytuacji, gdy pracownikom przebywającym na postojowym trzeba było wyrównywać wypłaty do minimalnej krajowej. Tego do tej pory w naszej firmie nie było. To pokazuje jaka trudna jest sytuacja płacowa w ArcelorMittal Poland.

                Pomimo, iż wypracowane porozumienie postojowe i tak było znacznie lepsze, od tego co gwarantuje kodeks pracy, to ludzie mimo wszystko przy długim postojowym otrzymywali najniższe wynagrodzenie.  Musimy to zmienić, bo koszty utrzymania drastycznie, w ostatnich latach, wzrosły i ludzie chcą godnie żyć.

                „MH”: Z jakimi jeszcze problemami przyszło się Wam zmierzyć i z jakim skutkiem?

                K.Wójcik: Było ich znacznie więcej niż w latach poprzednich. Po pierwsze wstrzymanie decyzji o restarcie wielkiego pieca i stalowni w marcu. Po drugie wynegocjowanie postojowego związane z problemami rynkowymi i lockdownem. Po trzecie wypowiedzenie przez zarząd ArcelorMittal Poland Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy i zapisów około-układowych. Po czwarte walka z pandemią i zabezpieczeniem pracowników przed zachorowaniem. Po piąte podjęcie decyzji o całkowitym wyłączeniu części surowcowej i po szóste wynegocjowanie tzw. porozumienia krakowskiego, czyli zabezpieczenie interesów hutników tracących pracę na stalowni i wielkim piecu.

                To tylko te najważniejsze wymienione hasłowo, z którymi musieliśmy się zmierzyć w ubiegłym roku. Do tego dochodzi np. zawieszenie rozmów płacowych i brak podwyżek, a także kulejący od kilku lat dialog społeczny.

                Dużym ciosem dla nas było wy-powiedzenie Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Widząc jaka jest sytuacja na rynku zgodziliśmy się na podpisanie porozumienia postojowego. Myśleliśmy, że nic gorszego nas już nie spotka, a tu 31 maja otrzymaliśmy pismo o jednostronnym wy-powiedzeniu Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Było to naszym zdaniem zagranie poniżej pasa. Pamiętajmy, że po zatrzymaniu części surowcowej w Krakowie cześć pracowników zostało oddelegowanych do Dąbrowy Górniczej. Pracowali bardzo ciężko, po kilkanaście godzin dziennie, często kosztem własnej rodziny. Dojeżdżali po 4, a nawet 5 godzin do pracy licząc, że będą mogli wkrótce wrócić na swoje stanowiska w Krakowie. Można powiedzieć, że pracodawca „nagrodził” nas za te wyrzeczenia i ciężką pracę.

                Decyzja o wygaszeniu części surowcowej odbiła się również na spółkach, które zostały wydzielone w ramach restrukturyzacji Huty Sendzimira i świadczyły usługi na rzecz ArcelorMittal Poland. Część z nich, które były w dużym stopniu uzależnione od zamówień wewnętrznych praktycznie przestało funkcjonować. Inne musiały przeprowadzić głęboką restrukturyzację, włącznie ze zwolnieniami. Tak więc decyzja o likwidacji części surowcowej w Krakowie dotknęła nie tylko 1200 pracowników huty, ale wielu innych, którzy świadczyli usługi.

                Związki zawodowe ze względu na szalejącą pandemię miały zawężone pole działalności. Mimo wszystko zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy odpowiedzialni za los tysięcy ludzi i ich najbliższych. Dlatego też natychmiast po otrzymaniu informacji o trwałym wygaszeniu wielkiego pieca i stalowni zorganizowaliśmy posiedzenie władz statutowych związku i podjęliśmy decyzję o strajku okupacyjnym siedziby i oflagowaniu krakowskiej  dyrekcji.

                Poza protestami, które mogły odbywać się w ograniczonej formie i przekazywaniem informacji w prasie, radiu i telewizji oraz zawiązaniu Komitetu Protestacyjno-Strajkowego zbyt wiele w owym czasie nie mogliśmy zrobić. Wiece czy masowe protesty nie wchodziły w rachubę. Organizacja strajku też byłaby bardzo trudna, wręcz niemożliwa.

                Podjęliśmy więc wraz z trzema pozostałym działającymi w krakowskim oddziale organizacjami związkowymi decyzję o szybkim podjęciu rozmów, które zainicjowała dyrekcja, w sprawie zabezpieczenia pracowników tracących pracę na wielkim piecu i stalowni. Oczywiście powstaje pytanie czy podjęliśmy dobrą decyzję? Czy można było zrobić coś więcej?

                Przez cały czas zdawaliśmy sobie sprawę, że pracodawca może wprowadzić swoje własne rozwiązania, które mogłyby być znacznie gorsze od tych wynegocjowanych. (…)

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ W „MH” 5/2021