Aktualności,  NASZA ROZMOWA

BRONIMY TEGO, CO NAM ZOSTAŁO

ROZMOWA „MH” ZE STEFANEM DZIENNIAKIEM PREZESEM ZARZĄDU HUTNICZEJ IZBY PRZEMYSŁOWO-HANDLOWEJ W KATOWICACH.

„MH”: Panie Prezesie! W szczególnej sytuacji dokonujemy podsumowań i oceny roku 2020. Bo też nigdy dotychczas nie przyszło nam funkcjonować w takich warunkach spowodowanych pandemią.

Prezes Stefan Dzienniak.

St. Dzienniak: Miniony rok zapisany zostanie w historii ludzkości jako rok wielkiej katastrofy, która zmieniła nasze życie, podejście do wielu spraw, organizację pracy. Nie wiemy, jakie piętno odciśnie ona na naszej przyszłości, bo wiele się o tym mówi, że pewne procesy przyspieszyła, że nie będzie powrotu do niektórych form organizacyjnych. Słowem pandemia wywarła przeogromny wpływ na nasze funkcjonowanie, a dalsze skutki są trudne do przewidzenia.

Uzmysłowiła nam, że mimo ogromnego postępu cywilizacyjnego, posiadanej wiedzy i umiejętności, możliwości człowieka są ograniczone i w każdej chwili może się znaleźć w sytuacji, nad którą kompletnie nie jest w stanie zapanować. I taka ogólna refleksja będzie nam odtąd towarzyszyć w relacji ze światem i naturą.

Już obecnie z tego powodu zmarło ponad 2 mln ludzi. Tak wynika z oficjalnych statystyk, które z pewnością nie odnotowują wielu przypadków. Szczególnie trudna jest sytuacja w krajach o dużej liczbie mieszkańców i mniej zamożnych niż państwa Unii Europejskiej.

„MH”: Jak pandemia odbiła się na hutnictwie w Polsce?

St. Dzienniak: Pandemia dotknęła bardzo mocno nasze hutnictwo, a zwłaszcza pierwsza jej fala. Bo I kwartał 2020 roku zaczynał się nieźle, był nawet nieco lepszy niż III i IV kwartał 2019 roku. Był to bowiem czas dużego spadku zużycia wyrobów stalowych. Przypomnę, że w 2019 roku ich zużycie było mniejsze o 1,3 mln ton w stosunku do rekordowego 2018 roku z zużyciem prawie 15 mln ton.

W marcu dotarły sygnały o rozprzestrzenianiu się pandemii, premier ogłosił lockdown i rozpoczęło się ostre hamowanie u naszych klientów. Bardzo duże spadki zapotrzebowania na wyroby stalowe miały miejsce w przemyśle samochodowym, gdzie wyniosły one 50-70 proc. w zależności od rodzaju pojazdów.

Jeśli hutnictwo w Polsce zostało dotknięte skutkami pandemii w ograniczonym zakresie, to zawdzięcza tę sytuacje nieprzerwanej pracy budownictwa, kontynuowanym inwestycjom. Ta ważna gałąź przemysłu gospodarki pracowała nieprzerwanie, a sektor budownictwa zużywa u nas prawie 45 proc. wyrobów stalowych. Lekkie ożywienie nastąpiło w czerwcu, ale nie był to powrót do poziomu produkcji, nawet z 2019 roku. I dopiero w listopadzie nastąpił wyraźny postęp, co przełożyło się na grudzień, a nawet na I kwartał 2021 roku.

„MH” Był to więc rok bardzo nierówny, gdy chodzi o poszczególne kwartały, sytuacja zmieniała się. Jak go Pan ocenia?

St. Dzienniak: Niestety odnotowaliśmy spadek produkcji stali surowej, bo wyniosła ona 7,85 mln ton, a więc o 13 proc. mniej jak w 2019 roku, zużycie wyrobów wyniosło 12,9 mln ton tj. spadek o 700 tys. ton.

Stała się jednak rzecz bardzo, bardzo niedobra, o której nie sposób nie powiedzieć w tym miejscu. W 2003 roku podczas negocjacji akcesyjnych ustalono zdolności produkcyjne hutnictwa w Polsce na poziomie 12,6 mln ton. Jak pamiętamy w październiku 2020 roku po rocznym postoju wielkiego pieca w krakowskim oddziale ArcelorMittal Poland podjęto decyzję o likwidacji części surowcowej, co oznacza spadek zdolności produkcyjnych o 2 mln ton. To niestety trwała utrata, która obniża pozycję naszego hutnictwa.

Trudno nie wspomnieć też o półtorarocznych problemach Huty Częstochowa. Co prawda w styczniu znalazł się następny inwestor, który chce kupić zakład, ale nie ma pewności czy to koniec perypetii. Nie bez niepokoju oczekujemy na ostateczną decyzję.

Reasumując trzeba stwierdzić, że hutnictwo wychodzi okaleczone z tego kryzysu w dużej mierze wywołanego przez pandemię, choć to nie jedyna przyczyna, a także z utratą dużych zdolności produkcyjnych i niepewną sytuacją w kilku zakładach.

Jeśli chodzi o produkcję wyrobów gorąco walcowanych, to wyniosła ona 7 mln 160 tys. ton – spadek o 8 proc., w tym długich 4 mln 820 tys. – mniej o 5 proc., płaskich 2 mln 340 tys. – mniej o 16 proc. w stosunku do roku 2019. Natomiast zużycie osiągnęło poziom 12,9 mln ton, w tym płaskich 7 mln 400 tys., długich 4,5 mln, rur 1 mln.

„MH”: Panie Prezesie! Od lat maleje udział produktów wytwarzanych w kraju w zużyciu w polskiej gospodarce. Czy ten proces pogłębia się?

St. Dzienniak: Niestety statystyki mówią smutną prawdę. Tylko 24 proc. wyrobów zużytych przez polską gospodarkę pochodzi z zakładów krajowych, a aż 76 proc. z zagranicy. W podziale na długie i płaskie, to w długich 51 proc. stanowią wyroby krajowe, a 49 proc z zagranicy, w płaskich natomiast aż 93 proc. to zagraniczne. Straciliśmy kolejny kawałek rynku w wyrobach płaskich.

Import z krajów trzecich wyniósł 2 mln 870 tys. ton i był tylko o 5 proc. niższy jak w 2019 roku przy spadku zużycia o 6 proc. Największy udział miała Rosja – 1,2 mln, Ukraina – 700 tys., Białoruś – 200 tys., Korea Południowa – 170 tys., Chiny i Indie po 105 tys., Turcja – 80 tys., Mołdawia – 60 tys. ton.

„MH”: Jak wygląda sytuacja naszego hutnictwa na tle przemysłów stalowych Unii Europejskiej i świata?

St. Dzienniak: Generalnie można powiedzieć, że nie był to dobry rok dla hutnictwa europejskiego, a zwłaszcza unijnego. W krajach Unii Europejskiej wyprodukowano 139 mln ton stali surowej, o około 18 mln ton mniej jak rok wcześniej, co oznacza spadek o 16 proc. Zużycie wyrobów stalowych zmalało w tym okresie ze 158 mln ton do 134 mln ton. Tak więc wyniki były gorsze jak hutnictwa w Polsce.

Największe spadki produkcji odnotowała Belgia – 21 proc., Hiszpania – 20 proc., Francja – 20 proc., Włochy – 13 proc., Niemcy – 10 proc. Natomiast niewielki wzrost produkcji miał miejsce w Finlandii – 1 proc., Czechach – 1 proc., Grecji – 6 proc., ale przy bardzo niewielkiej produkcji.

Jeśli chodzi o świat, to patrząc jedynie na wyniki, trudno mówić o złym roku, bo produkcja wyniosła 1 mld 829 mln ton i była mniejsza jak rok wcześniej tylko o 1 proc. Wiodący producent, czyli Chiny wytworzył 1 mld 53 mln ton stali, odnotowując ogromny, bo aż 5 proc. wzrost w stosunku do 2019 roku, Wietnam 20 mln ton – wzrost o 12 proc., Rosja 73 mln – wzrost o 3 proc., Turcja 36 mln ton – wzrost o 6 proc., Iran 29 mln ton – wzrost o 13 proc., Egipt 8 mln ton – wzrost o 13 proc.. W pozostałych krajach odnotowano mniejsze lub większe spadki. Stany Zjednoczone wyprodukowały 75 mln ton stali – mniej jak przed rokiem o 17 proc. W RPA spadek osiągnął poziom 37 proc., a w Japonii 16 proc.

Prognozowanie w aktualnych uwarunkowaniach jest wyjątkowo trudne. Jednak w odniesieniu do naszego hutnictwa, to w oparciu o przesłanki ekonomiczne, dobrą końcówkę roku 2020 i początek 2021 roku możemy się spodziewać, że zużycie wyrobów powinno wzrosnąć i powrócić do poziomu roku 2019, czyli wynieść około 13,5 mln ton. Produkcja stali surowej powinna wynieść 8,5 mln ton.

Wydaje się, że po zamknięciu części surowcowej w Krakowie ArcelorMittal Poland musi podjąć decyzje organizacyjne i inwestycyjne, aby huta w Dąbrowie Górniczej zwiększyła produkcję stali o 400-500 tysięcy ton, by zapewnić zaopatrzenie wsadowe dla walcowni gorącej w Krakowie, utrzymać poziom produkcji wyrobów długich w zakładach w Dąbrowie Górniczej, Sosnowcu i Chorzowie.

Jest potencjał do zwiększenia produkcji w Częstochowie o 200-300 tysięcy ton na rok po unormowaniu sytuacji właścicielskiej. Nasze przewidywania mogą się jednak ziścić wtedy, gdy także pozostałe zakłady nie zmniejszą produkcji wskutek jakichś nieoczekiwanych zdarzeń i zapanujemy nad pandemią.

„MH”: Jak w tej bardzo złożonej i trudnej sytuacji funkcjonuje Hutnicza Izba Przemysłowo – Handlowa jako reprezentantka sektora stalowego w Polsce?

St. Dzienniak: Podobnie jak przed wybuchem pandemii, choć w diametralnie innych warunkach, przy zmianach organizacji i pracy zdalnej, działamy aktywnie i konsekwentnie na rzecz krajowego hutnictwa. A pracy nam wcale nie ubyło. Wręcz przeciwnie, bo o wiele łatwiej jest komunikować się, dyskutować, rozwiązywać problemy bezpośrednio na konferencjach i spotkaniach niż w systemie on-line. Określiliśmy sobie kilka obszarów wymagających zajęcia się nimi i wzmożonej aktywności. Są to hasłowo rzecz ujmując: zielona transformacja sektora hutniczego finansowana w ramach Krajowego Planu Odbudowy, obniżenie kosztów energetycznych przemysłów energochłonnych, włączenie hutnictwa w transformację energetyczną gospodarki, wyzwania regulacyjne z zakresu ochrony środowiska i sytuacji z odpadami, ochrona rynku Unii Europejskiej przed przywozem tanich produktów z krajów trzecich. (…)

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ W „MH” 4/2021