AktualnościNASZA ROZMOWA

KRAJOWY KOMPONENT NIE TYLKO HASŁEM!

ROZMOWA „MH” Z MARKIEM MAZURKIEM PREZESEM ZARZĄDU IZOSTAL S.A.

„MH”: Panie Prezesie. Rozpoczęliście z prezesem Stalprofilu, Henrykiem Orczykowskim, tworzenie tzw. „Listy Hipokryzji Local Content”. Skąd ten pomysł i tak mocna reakcja?

M. Mazurek: W kwietniu tego roku, podczas inauguracji programu „Local Content. Z korzyścią dla Polski”, premier Donald Tusk mówił wprost o wyborze krajowych firm i priorytetowym traktowaniu rodzimego przemysłu. Padły słowa, że wybieranie krajowych firm i stawianie Polski na pierwszym miejscu, kiedy jest to możliwe, jest kwestią gospodarczej suwerenności. Premier podkreślał również, że „Polska musi być tu pierwszym wyborem”.

Kilka miesięcy później, w czerwcu, szef rządu podpisał „Dobre praktyki w zakresie zwiększenia przez spółki z udziałem Skarbu Państwa udziału komponentu krajowego w kluczowych procesach inwestycyjnych”. Wówczas również bardzo wyraźnie mówił, że inwestycje realizowane w Polsce powinny przynosić korzyści polskim firmom i pracownikom.

Impulsem była bardzo konkretna sytuacja: w przetargu Gaz-Systemu przegraliśmy z firmą, w której beneficjentem rzeczywistym jest właściciel turecki, różnicą około 0,75 proc. ceny. To właśnie wtedy przelała się czara goryczy, ponieważ przez ostatnie miesiące słyszeliśmy od premiera i ministrów o konieczności wzmacniania polskiego przemysłu, zwiększania udziału krajowego komponentu i budowania odpornej gospodarki. Tymczasem w praktyce o wyborze dostawcy ponownie przesądziła tylko cena. Pokazujemy problem na przykładzie Gaz-Systemu, bo to jest nasz podstawowy rynek, ale dotyczy to całej gospodarki.

Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun mówił również o maksymalizacji udziału krajowego komponentu i odejściu od zasady „kupujemy najtaniej” na rzecz „kupujemy najrozsądniej”. I właśnie dlatego trudno nam przejść obojętnie obok sytuacji, w której w konkretnym postępowaniu nadal decydującym kryterium pozostaje cena.

Jeżeli słowa premiera i jego ministrów o wspieraniu polskiego przemysłu, wzmacnianiu krajowego komponentu i budowaniu gospodarczej suwerenności nie przekładają się na konkretne decyzje podejmowane przez zarządy spółek państwowych, to jako przedsiębiorcy nie możemy dłużej biernie się temu przyglądać. Tym bardziej że polskie firmy coraz mocniej odczuwają presję konkurencyjną. Walczymy o utrzymanie produkcji, miejsc pracy i naszych zakładów, a jednocześnie mamy poczucie, że w wielu postępowaniach nasz potencjał i znaczenie dla polskiej gospodarki nie są należycie uwzględniane.

Dlatego wspólnie z prezesem Henrykiem Orczykowskim uznaliśmy, że nie wystarczy komentować ogólnych deklaracji. Trzeba dokumentować konkretne przypadki, pokazywać, gdzie system nie działa i przedstawiać rozwiązania, które pozwolą przełożyć zapowiedzi dotyczące krajowego komponentu na praktykę zakupową.

Dobrze, że rząd zaczął mówić o local content, bezpieczeństwie gospodarczym, polskich miejscach pracy i budowaniu silnego przemysłu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy te deklaracje zderzają się z konkretnym przetargiem, w którym nie ma żadnego kryterium odnoszącego się do krajowego komponentu, a nadal najważniejsza, a często jedyna, jest cena.

Nie oczekujemy, że polska firma będzie wygrywać każdy przetarg tylko dlatego, że jest polska. Oczekujemy uczciwej konkurencji i jasnych zasad. Jeżeli jednak państwo deklaruje budowanie krajowego komponentu, jego znaczenie musi być widoczne nie tylko w wystąpieniach, lecz także w kryteriach i decyzjach zakupowych.

MH: Czyli problemem nie jest sama konkurencja zagraniczna?

M. Mazurek: Absolutnie nie, jeśli jest ona uczciwa. Polska gospodarka jest częścią europejskiego i światowego rynku. Nie możemy i nie powinniśmy odcinać się od konkurencji. Problemem jest sytuacja, w której nie uwzględnia się wartości, jaką dla gospodarki tworzy krajowy łańcuch dostaw.

Jeżeli polski producent zatrudnia ludzi w kraju, płaci tutaj podatki i składki, inwestuje w technologie, rozwija zaplecze produkcyjne, współpracuje z polskimi podwykonawcami, korzysta z krajowego potencjału badawczo-rozwojowego, a następnie przegrywa kontrakt dlatego, że zagraniczny konkurent zaoferował cenę niższą o ułamki procenta, to rachunek dla państwa nie kończy się na różnicy pomiędzy dwiema ofertami.

W takiej sytuacji państwo powinno policzyć pełny bilans decyzji: nie tylko różnicę między ofertami, lecz także wpływy podatkowe, miejsca pracy, zamówienia dla krajowych dostawców oraz utrzymanie kompetencji produkcyjnych.

Problemem jest również, że w ramach EU konkurujemy z firmami z krajów, w których local content działa już od dawna i jest skierowany nie tylko na ochronę własnego rynku, ale również na wsparcie w pozyskaniu zleceń z innych krajów EU.

Jednym z impulsów do stworzenia naszej listy było postępowanie Gaz-Systemu dotyczące dostaw rur stalowych dla gazociągu do EC Kozienice. Zastosowano w nim kryterium ceny, a według informacji, którymi dysponujemy, zwycięska oferta zagranicznego producenta była niższa od naszej o niespełna 200 tys. zł przy kontrakcie wartym ponad 26 mln zł. Ta różnica nie pokazuje jednak pełnego rachunku: nie obejmuje podatków, miejsc pracy, krajowych dostaw ani kompetencji produkcyjnych, które pozostają w Polsce.

Nasuwa się więc bardzo proste pytanie: czy różnica poniżej jednego procenta rzeczywiście powinna przesądzać o wyborze, jeżeli po drugiej stronie mamy polskiego producenta i cały krajowy łańcuch dostaw?

Nie twierdzimy, że należy automatycznie wybrać droższą ofertę. Twierdzimy natomiast, że w przypadku strategicznych inwestycji wartość dla polskiej gospodarki powinna być elementem głębszej analizy. Cena jest ważna, ale nie powinna przesłaniać wszystkich innych aspektów decyzji.

MH: Co dokładnie rozumie Pan przez „wartość dla polskiej gospodarki”?

M. Mazurek: Na tym polega istota krajowego komponentu: wartość kontraktu nie kończy się na jednej fakturze. Obejmuje miejsca pracy, zamówienia dla hut, przedsiębiorstw takich jak katowicki producent rur stalowych spółka Ferrum, producentów komponentów, firm izolacyjnych, transportowych, logistycznych i serwisowych, a także podatki dla państwa i samorządów, rozwój technologii oraz utrzymanie krajowych kompetencji produkcyjnych.

Gdy zamówienie trafia do zagranicznego producenta, większość  wartości ekonomicznej powstającej dzięki inwestycji pozostaje poza Polską i trafia do Turcji lub Indii. Dotyczy to między innymi marży, zysku właścicielskiego i części zamówień w łańcuchu dostaw. Nie jest to zarzut wobec konkretnych przedsiębiorstw, lecz naturalny skutek funkcjonowania międzynarodowych grup kapitałowych. (…)

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ W MH 18/2026