Aktualności,  NASZA ROZMOWA

POTRZEBUJEMY STABILNEGO I PRZYJAZNEGO PRAWA

ROZMOWA „MH” ZE STEFANEM DZIENNIAKIEM PREZESEM ZARZĄDU HUTNICZEJ IZBY PRZEMYSŁOWO_HANDLOWEJ W KATOWICACH

Prezes Stefan Dzienniak.

„MH”: Panie Prezesie! Rok 2021 pomimo przedłużającej się pandemii trzeba uznać za bardzo dobry dla sektora hutniczego. Jakie wyniki produkcyjne osiągnęła branża i gdzie upatrywać tego sukcesu?

St.Dzienniak: Faktycznie rok ubiegły był dla hutnictwa rokiem znakomitym. Jednak, aby zacząć jego omawianie należy cofnąć się do roku 2020, a nawet jeszcze wcześniej, do czasu, gdy hutnictwo przeżywało bardzo trudną sytuację związaną ze spadkiem produkcji, zużycia jawnego, a także trudnościami finansowymi. Dopiero w tak długim horyzoncie czasowym możemy dokonać rzetelnej analizy roku ubiegłego. W roku 2019 zużycie jawne stali spadło z 14,9 mln ton do 13,6 mln ton. Jeszcze gorsza sytuacja nastąpiła w 2020, gdy na skutek pandemii i lockdownu producenci byli zmuszeni do zmniejszenia produkcji do 7,850 mln ton przy spadającym zużyciu jawnym 12,9 mln ton stali.

Rok ubiegły był bardzo dobry pod względem popytu, cen wyrobów stalowych jak i uzyskiwanych przez producentów marż. Chociaż ten wzrost cen nie był przejęty w całości przez hutnictwo, jak to czasami jest przedstawiane. W ślad za wzrostem cen wyrobów stalowych rosły ceny energii, gazu, surowców – rudy żelaza, koksu, złomu, materiałów ogniotrwałych, transportu, ect.  Ceny uprawnień do emisji CO2 biły kolejne rekordy osiągając poziom prawie 100 euro za tonę. Według naszych danych w roku 2021 w Polsce zużycie wyniosło 15,260 mln ton w tym 5,535 mln ton to wyroby długie i 8,652 mln ton wyroby płaskie. Jest to absolutny rekord zużycia wyrobów stalowych przez polską gospodarkę.

Z jednej strony cieszy nas rosnący popyt, jednak niepokoi rosnący import wyrobów stalowych. Patrząc na rok ubiegły trzeba powiedzieć szczerze, że hutnictwo w Polsce nie było w stanie zaspokoić tak dużego zapotrzebowania, ze względu na ograniczony potencjał wytwórczy naszych zakładów i straty jakie w nim ponieśliśmy w ostatnich latach. Dla porównania w Unii Europejskiej ubiegłoroczny wzrost produkcji wyniósł 15 proc. a w Polsce 7,6 proc. przy prawie 2 mln wzroście zużycia jawnego (+18,2%).

W roku ubiegłym krajowa produkcja stali wyniosła 8,450 mln ton, z czego 7,9 mln ton to wyroby walcowane – wzrost o 9,3 proc., w tym wyroby długie 5,3 mln ton – wzrost o 8,8 proc., wyroby płaskie 2,6 mln ton – wzrost 10,3 proc.. Produkcja rur pozostała na niezmienionym poziomie 720 tys. ton, w tym 120 tys. ton to rury bez szwu – wzrost o 20 proc. i 600 tys. rury ze szwem – spadek o 3,2 proc..

Patrząc na wyniki krajowego hutnictwa trzeba wspomnieć, że w roku ubiegłym największy światowy producent stali jakim są Chiny, odpowiadające jeszcze w roku 2020 za 56 proc. światowej produkcji, po raz pierwszy od 2009 roku zmniejszyły swoją produkcję o 3 proc.. Mogłoby się wydawać, że to niewiele, ale przy produkcji na poziomie 1 mld 60 mln ton utrata 30 mln ton to sporo. (…)

„MH”: Jak obecna sytuacja geopolityczna, wojna na Ukrainie i sankcje wobec Rosji mogą wpłynąć na nasz rynek?

St.Dzienniak: Z Rosji w roku ubiegłym do Polski trafiło 1 mln 365 tys. ton stali, z Ukrainy 1 mln 370 tys. ton. Do tego dochodzi 320 tys. ton z Białorusi. Z całą pewnością  możemy powiedzieć, że import z tych krajów w roku bieżącym znacząco zmaleje, choćby ze względu na prowadzone działania wojenne na Ukrainie. Gdyby jednak okazało się, że w ogóle nie będzie tej stali, to wówczas powstanie luka około 3 mln ton. Nie jest ona moim zdaniem, aż tak duża, by zagrozić naszej gospodarce, ale końcowi odbiorcy, którzy kupowali wyroby z kierunków wschodnich będą musieli przekierować swe zamówienia. Jest to możliwe, bo Unia Europejska nie wyczerpała swoich zdolności produkcyjnych, które wynoszą ponad 200 mln ton/rok.

Trzeba pamiętać, że sankcje to miecz obusieczny i gospodarki unijne mogą wyhamowywać. Wówczas przełoży się to również na hutnictwo. O wszystkim będzie decydować polityka gospodarcza poszczególnych państw i Unii Europejskiej. Pamiętamy jak w roku 2020 obawialiśmy się skutków pandemii i zamykania gospodarek. Jednak ogromne środki jakie poszczególne państwa wpompowały w swoje gospodarki doprowadziły do znacznego wzrostu popytu i inwestycji. Mam nadzieję, że tym razem hutnictwo i nasza gospodarka również wyjdzie z tego  kryzysu obronną ręką i będziemy mogli mówić o rozwoju nowych technologii i wyzwaniach, a nie o problemach i ratowaniu tysięcy miejsc pracy. (…)

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ W NAJNOWSZYM WYDANIU „MH” 5/2022