Aktualności,  NASZA ROZMOWA

NIE ZAKOŃCZYLIŚMY STARAŃ O WZROST PŁAC

ROZMOWA „MH” Z KRZYSZTOFEM WÓJCIKIEM PRZEWODNICZĄCYM NSZZ PRACOWNIKÓW ARCELORMITTAL POLAND W KRAKOWIE.

Przewodniczący Krzysztof Wójcik.

„MH”: Po prawie rocznych negocjacjach udało się podpisać nowy Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy dla pracowników ArcelorMittal Poland. Droga do tego dokumentu była długa i kręta. Jak Pan, jako szef jednego z największych związków zawodowych działających w spółce, ocenia negocjacje?

K.Wójcik: Aby móc je ocenić  trzeba się cofnąć do 31 maja 2020 roku, gdy w czasie szalejącej pandemii władze ArcelorMittal Poland postanowiły jednostronnie wypowiedzieć Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy. Jak już wielokrotnie wspominałem byliśmy tą decyzją bardzo zaskoczeni, a wręcz zbulwersowani. W tak trudnym czasie, gdy wszyscy baliśmy się o własne zdrowie i życie wypowiadanie najważniejszej umowy społecznej w firmie było ciosem poniżej pasa. Wcześniej uzgodniliśmy, mając na względzie dobro firmy, wprowadzenie tzw. postojowego. Chcieliśmy aby ArcelorMittal Poland mogło skorzystać z dofinasowania z rządowej tarczy antykryzysowej. Podczas negocjacji powiedzieliśmy jasno i wyraźnie, że rozumiemy trudną sytuację, ale jest to ostatnie ustępstwo, na które możemy się zgodzić. Trzeba jeszcze pamiętać, że od listopada 2019 roku w Krakowie nie pracował wielki piec i stalownia. Brak perspektywy szybkiego powrotu do normalnej pracy budził wśród załogi ogromny niepokój i niepewność, co do przyszłości, który dodatkowo został spotęgowany decyzją o wypowiedzeniu układu. Ludzie masowo zaczęli dzwonić, przychodzić do związku i pytać co maja robić, czy nie stracą swoich przywilejów, a także pracy. W naszej hucie pracują całe rodziny, więc obawa o zapewnienie im bytu materialnego była dużo większa. 

Wszystkie działające w ArcelorMittal Poland związki zawodowe krytycznie odniosły się do tego wypowiedzenia. Na początku łudziliśmy się, że nasze argumenty trafią na podatny grunt i pracodawca zrewiduje swoją decyzję. Tak się jednak nie stało, a im więcej czasu upływało od wypowiedzenia, tym pracodawca stawał się bardziej nieugięty w swej decyzji. Do merytorycznych prac i rozmów nad nowym układem doszło dopiero po wakacjach. Jako strona społeczne wiedzieliśmy, że nie ma już szans na wycofanie tej haniebnej decyzji. Zaczęły się również pojawiać informacje, że dyrekcji nie zależy na podpisaniu nowego dokumentu. Brak układu wiązałby się z wprowadzeniem gorszych rozwiązań dla pracowników, w tym regulaminu pracy, czyli tak naprawę jednostronnego dyktatu. Na to nie mogliśmy się zgodzić.

Rozmowy były trudne, a czasem nawet bardzo trudne. Gdy wydawało się, że jesteśmy na dobrej drodze do szybkiego porozumienia, a na kolejnym spotkaniu cofaliśmy się o dwa, trzy kroki. Czasem debatowaliśmy nad jednym punktem po kilka godzin. Były też momenty, gdy odchodziliśmy sfrustrowani od stołu, a raczej od komputerów, bo rozmowy były prowadzone on-line i zastanawialiśmy się nad kolejnym ruchem. Rozważaliśmy wejście w spór zbiorowy czy nawet ogłoszenie pogotowia strajkowego. Jeszcze w kwietniu wydawało się, że nie ma szans na wynegocjowanie i podpisanie nowego Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy. Pracownicy byli bardzo przestraszeni. Ci którzy nabyli prawa emerytalne, nie chcąc stracić np. odpraw, składali wypowiedzenia i odchodzili z pracy. Szczerze mówiąc to całe zamieszanie wokół układu i jego wypowiedzenie, moim zdaniem, było zupełnie niepotrzebne i ze szkodą dla całej firmy. Można było zrobić to spokojnie poprzez zmiany w starym układzie albo wynegocjowanie nowego i wówczas jego wypowiedzenie. Na całe szczęście udało się porozumieć i mamy w spółce nowy układ, który został podpisany przez wszystkie strony i złożony do Państwowej Inspekcji Pracy. Mamy nadzieję, że zostanie on szybko zatwierdzony i wejdzie w życie w lipcu.

„MH”: Czy można mówić o sukcesie? Czy nowy Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy jest dobrym dokumentem?

K.Wójcik: To bardzo trudne pytanie,bo ile ludzi tyle odpowiedzi. Jako liderzy związkowi negocjujący układ wzięliśmy na siebie ciężar odpowiedzialności za całą załogę ArcelorMittal Poland, a także pracowników spółek zależnych. Mało kto zdaje sobie sprawę, że również w spółkach układy zostały wypowiedziane. Jeżeli nie podpisalibyśmy nowego w ArcelorMittal Poland, to również zarządy pozostałych firm, nie kwapiłyby się do negocjacji nowych układów. Tak więc na naszych barkach spoczywała ogromna odpowiedzialność za tysiące pracowników i ich rodziny.

Czy można mówić o sukcesie? W pewnym sensie myślę, że tak, choć nie udało się osiągnąć wszystkiego, co zakładaliśmy. Patrząc z perspektywy czasu i analizując przebieg rozmów trzeba stwierdzić, że wynegocjowaliśmy maksymalnie wszystko, co tylko się dało. Przedstawiano nam już rozwiązania, które były bardzo groźne dla pracowników. Przygotowywano się do wypowiadania indywidualnych umów i proponowanie nowych z zapisani kodeksowymi. To wiązało się z olbrzymim niebezpieczeństwem zabrania pewnych przywilejów. Można powiedzieć, że wybraliśmy mniejsze zło. I w takim kontekście trzeba uznać te negocjacje za sukces. Zdaję sobie sprawę, że część załogi może być niezadowolona z zapisów nowego układu, ale trzeba pamiętać, że te kodeksowe, są gorsze.

Kiedy można mówić o dobrym układzie? Gdy obie strony są z niego zadowolone lub obie są niezadowolone. I tak jest w tym przypadku. Zarówno dyrekcja spółki jak i strona społeczna nie jesteśmy z zapisów tego dokumentu w 100 procentach zadowoleni. Pracodawca zyskał, ale my obroniliśmy również wiele zapisów, o które toczyliśmy spory. Mam tu na myśli choćby wypłaty jubilatów czy odpraw emerytalno-rentowych. Zostały one utrzymane na dotychczasowych warunkach, ale na okres 10 lat. Po tym czasie wypłaty będą zgodne z kodeksem. Natomiast nagroda jubileuszowa zostanie zamieniona na 7,5 proc. program emerytalny. Ten okres przejściowy wydaje się na tyle długi, że najstarsi pracownicy z całą pewnością skorzystają z tych doczasowych zapisów, a młodsi będą mogli w sposób naturalny wejść w nowe zasady. Nie jest też powiedziane, że za kilka lat nie siądziemy do rozmów i nie przedłużymy tego okresu o koleje 10 czy 15 lat. Sprawa jest otwarta. Wszystko zależeć będzie również od kondycji finansowej naszej spółki jak i całego koncernu ArcelorMittal. Ogromną rolę będzie również ogrywał dialog społeczny, którego w ostatnich latach brakuje. Jeżeli dyrekcja ArcelorMittal Poland będzie  prowadzić rzetelny dialog, a związki będą traktowane jak równorzędny partner i nie stawiane po murem, to pracownicy nie zostaną na lodzie. (…)

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ W NAJNOWSZYM NUMERZE „MH” 14/2021