MAMY PIENIĄDZE I POMYSŁ NA ROZWÓJ HUTY –

 – mówi w rozmowie z „Magazynem Hutniczym” Marek Frydrych prezes zarządu Sunningwell International Polska Sp. z o.o.

„MH”: Panie Prezesie! Od dwóch miesięcy Sunningwell International Polska jest dzierżawcą majątku Huty Częstochowa. Proszę o przybliżenie naszym Czytelnikom działalności spółki.

M.Frydrych: Spółkę założyłem w 2009 roku jako firmę inwestycyjno-finansową. Osobiście posiadam ponad 20 letnie doświadczenie w finansowaniu transakcji w obrocie międzynarodowym. Zespół Sunningwell tworzą eksperci z wieloletnim doświadczeniem w obsłudze importu, produkcji, bankowości oraz analiz ekonomicznych. Połączenie wiedzy eksperckiej oraz doświadczenia gwarantuje sukces zarówno na rynku krajowym jak i międzynarodowym.

Obecnie skupiamy się na perspektywicznych inwestycjach. Kupiliśmy od syndyka fabrykę w Bydgoszczy, tereny inwestycyjne po byłej kopalni Paryż w Dąbrowie Górniczej, kupujemy również zakłady w Rumunii, mamy projekt budowy elektrowni w Bośni. Mamy więc bogate portfolio projektów z różnych branż przemysłowych.

W Polsce od dłuższego czasu szukaliśmy pomysłu na realizację inwestycji w przemyśle stalowym, gdyż widzimy w nim potencjał. Zdając sobie sprawę z ogromnej różnicy pomiędzy produkcją krajową, a konsumpcją, analizowaliśmy możliwość budowy stalowni (piec elektryczny) o zdolności produkcji do 1 miliona ton rocznie. Przyglądając się krajowemu rynkowi jestem przekonany, że hutnictwo to dobry biznes, w który warto inwestować. W roku ubiegłym zużycie stali było na poziomie 15 mln ton, przy produkcji niespełna 10 mln ton, pomimo iż nominalne zdolności krajowych hut sięgają 13 mln. Różnica pomiędzy produkcją, a zużyciem wynosi 5 mln to – to głównie import z krajów nie będących członkami Unii Europejskiej. Dlaczego więc nie zastąpić tego importu własną produkcją?

W momencie kiedy poszukiwaliśmy możliwości postawienia zakładu hutniczego okazało się, że ISD Huta Częstochowa boryka się z problemami. Widząc potencjał, który drzemie w hucie produkującej dobrej jakości blachy na wsadzie z własnej stalowni, postanowiliśmy złożyć ofertę jej zakupu w ramach pre-packu. Nie udało się. Sąd odrzucił pre-pack i zdecydował o postawieniu zakładu w stan upadłości likwidacyjnej.

Uważam, że była to zła decyzja i szkodliwa dla huty bowiem nie rozwiewa wątpliwości co do jej dalszego istnienia. Aby ratować hutę zdecydowaliśmy się na wejście w role dzierżawcy na okres 12 miesięcy. W ramach tej umowy otrzymaliśmy także prawo pierwokupu.

„MH”: Mówi Pan o Waszych interesach w wielu branżach. Czy macie jednak doświadczenie w branży hutniczej?

M.Frydrych: Nie jesteśmy firmą, która nie ma pojęcia o działalności przemysłu hutniczego. Od wielu lat funkcjonujemy w tym przemyśle, głównie jako firma handlowa, finansowa. Mamy także doświadczenie w produkcji. W latach 90-tych moja ówczesna firma sprzedawała rocznie miedzy 600 000 do 1 miliona ton stali na Dalekim Wschodzie. Byliśmy właścicielem niewielkiej huty na Uralu w latach 1996-2002, oraz specjalistycznej walcowni pod Szanghajem.

Mamy doświadczenie w handlu stalą, złomem, rudą i innymi materiałami, a także w finansowaniu operacji handlowych. Do czasu przejęcia w dzierżawę huty prowadziliśmy finansowanie handlu złomem, prętami zbrojeniowymi, materiałami pomocniczymi itd. Cały czas jesteśmy związani z rynkiem hutniczym i nie jest on dla nas czymś nowym i nieznanym. Inwestujemy tylko w transakcje, na których się znamy i w których widzimy potencjał.

Tak postrzegamy też Hutę Częstochowa, która jest dobrym zakładem i choć z różnych względów popadła w kłopoty, to nadal posiada określoną wartość dla nas jako potencjalnych inwestorów. Może trochę mało o nas w branży było słychać, bo nie jesteśmy ludźmi, którzy lubią afiszować się na pierwszych stronach gazet. Robimy swoje i to jest najważniejsze. Pomagamy stawiać na nogi firmy, które mają kłopoty lub są w upadłości.

„MH”: Kiedy staraliście się o kupno huty wielu mówiło, iż jesteście funduszem azjatyckim. Jak to właściwie jest?

M.Frydrych: Tak to prawda, mówiono, że za nami stoją Azjaci, Ukraińcy i wiele innych nacji. Jak już wspominałem na początku naszej rozmowy firma Sunningwell International Polska jest spółka polską, która współpracuje z wieloma funduszami z całego świata, czyli z tymi, które mają pieniądze i chcą zainwestować w dany biznes.

Dla przykładu w 2016 roku złożyliśmy ofertę na zakup elektrowni Połaniec z dwoma dużymi amerykańskimi funduszami. W Trade Finance pracujemy z funduszem, który nazywa się Asia Trade Finance Fund, bo jest dedykowany głównie na rynek azjatycki i jest zarządzany przez spółkę zarejestrowaną w Hongkongu. I tylko w tym sensie jest on azjatycki. Jego działalność to cały świat: Afryka, Australia, Azja itd. Finansuje m.in. dostawy węgla, urządzeń górniczych, a nawet dostawy ryżu. Nie ogranicza swojego zasięgu tylko i wyłącznie do rynków azjatyckich. Mój przyjaciel, który jest szefem tego funduszu zaproponował mi uruchomienie polskiej platformy na bazie mojej firmy. Podjąłem się tego wyzwania, bo tym zajmowałem się przez większość mojego zawodowego życia.

Tak więc reasumując – nie stoją za nami ani Chińczycy, ani Ukraińcy. Jestem większościowych udziałowcem spółki. Oczywiście korzystamy z finansowania zewnętrznego, bo nie mamy własnych tak dużych środków, a na świecie jest ich bardzo dużo, tylko trzeba umiejętnie je pozyskiwać.

„MH”: Wróćmy do Huty Częstochowa. Jakie plany na najbliższe miesiące.

M.Frydrych: Dziś rano dowiedziałem się, że sąd odrzucił nasze zażalenie, co do decyzji o zakupie huty na zasadach tzw. pre-packu. Szkoda, że podjął taką decyzję. Oznacza ona bowiem rozciągnięcie okresu niepewności co do losu huty na kolejne miesiące. Sam zakład potrzebuje inwestycji i to poważnych, a my, jako krótkoterminowy dzierżawca nie możemy takich inwestycji dokonywać. Sprawia to masę trudności w sprzedaży – trudno podpisywać długoterminowe kontrakty z odbiorcami, jak nie masz pewności, czy będziesz właścicielem. I ci odbiorcy też nie są do końca zdecydowani. Utrudnia to planowanie produkcji a wiadomo, że huta to nie kiosk z warzywami. Czekam na uzasadnienie wyroku i wówczas będę się zastanawiał co dalej.

Nadal chcemy kupić hutę i ją rozwijać. Na razie jesteśmy tylko dzierżawcą, co wiąże nam ręce. Nie możemy być pewni, że zostaniemy właścicielem huty, pomimo iż w umowie mamy zagwarantowane prawo pierwokupu. Procedury w takim przypadku są określone i ogłoszenie przetargu może trochę potrwać. Syndyk musi dokonać nowej inwentaryzacji i ponownej wyceny, a później ogłosić przetarg na całość zakładu lub jego części składowe. Pamiętajmy jeszcze o czasie na ewentualne odwołania itd. Może z tego zrobić się pół roku albo jeszcze dłużej. Jaka będzie cena i czy będą chętni? Tego nie wiemy.

Proponowaliśmy w pre-packu 240 mln złotych. Myślę, że była to uczciwa cena, za zakład, który od 6 miesięcy stał i nie produkował. Dziś każdy z potencjalnych inwestorów będzie w lepszej sytuacji, gdyż huta pracuje. Wszelkie niezbędne remonty zostały wykonane i stający do przetargu będą mieli pewność, że nie kupują przysłowiowego „kota w worku”.

Dopóki jesteśmy tylko dzierżawcą nie możemy pozwolić sobie na większe inwestycje, bo nikt tych pieniędzy nam nie zwróci, a huta potrzebuje znacznych inwestycji. Jest bowiem wyeksploatowana i w ostatnich latach nie inwestowano w nią.

Mamy niezbędne pieniądze i pomysł. Moglibyśmy ruszyć z inwestycjami w każdej chwili. Szkoda, że nie udało się jej kupić, bo każdy dzień niepewności to utrata rynku.

„MH”: Argumentem za odrzuceniem ofert pre-packu była również cena. Sędzia uznała, że syndyk masy upadłościowej może sprzedać ja za większe pieniądze. Czy podziela Pan ten pogląd?

M.Frydrych: Nie jest to łatwe pytanie. Jako potencjalny inwestor powinienem odpowiedzieć, że nie. Wyniki finansowe zarówno przeszłe jak i te prognozowane nie wskazują aby huta mogła uzyskać znacznie wyższa wartość. Myślę, że sąd nie do końca zna się na tym sektorze przemysłu i potrafi ocenić wartość tego zakładu.

Z jednej strony my oczywiście zwiększamy wartość huty poprzez to, że ją uruchomiliśmy, ale z drugiej – rynek jest już zajęty przez konkurencję i nasze działania w ciągu okresu dzierżawy rynku nie odbudują. Ponadto huta dla różnych firm przedstawia różną wartość. Ktoś chce przejąć rynek, bo już ma podobne stalownie czy walcownie. Kupić tanio, zamknąć i ot – kupiłeś rynek. To dość powszechny sposób działania. Dla innych huta może być interesująca tylko jako walcownia (bo kupujący ma już własną produkcje stali poza Polska), wiec dla niego wartość ma walcownia i rynek.

My postrzegamy możliwość budowy polskiej firmy stalowej w oparciu właśnie o hutę. Jak już mówiłem wielokrotnie, również na spotkaniach ze związkami zawodowymi jak i załogą chcemy naszą przyszłość związać z tą huta i ją rozwijać. Mamy szereg interesujących projektów i pomysłów związanych z hutą, wiec traktujemy ją jako inwestycję docelową.

„MH”: Uruchomiliście stalownię i walcownię z kilku dniowym opóźnieniem, bo na przeszkodzie stanęły względy proceduralne związane z dostawą niezbędnych mediów…

M.Frydrych: Uruchomiliśmy hutę w trzy tygodnie. Myślę, że jest to bardzo dobry czas, szczególnie, że zakład przez 6 miesięcy stał. Podpisując umowę dzierżawy nie do końca wiedzieliśmy jakie czekają nas niespodzianki. Jak się później okazało samo uruchomienie mogłoby nastąpić znacznie wcześniej, ale jako nowy podmiot musieliśmy podpisać szereg umów z dostawcami mediów. I tu zaczęły się schody, bo każdy ma swoje procedury, a dzień pracy tylko 8 godzin. Czas uciekał nieubłaganie.

Nie wchodząc w szczegóły techniczne suma summarum udało się nam uruchomić hutę i dziś zwiększamy jej produkcję. Rynek jest trudny, koniec roku, odbiorcy w większości już pozamawiali towar i mają duże zapasy. Trudno jest więc od razu wejść na rynek z większą ilością. Liczymy na zwiększenie produkcji po Nowym Roku, kiedy rynek normalnie się odbudowuje. Na razie staramy się przygotować do takiego zwiększenia produkcji, mamy niezłe rezultaty na stalowni i na walcowni. Udaje się nam robić nawet 25 wytopów dziennie, a myślę że musimy myśleć o jeszcze lepszej wydajności. Zwiększenie wydajności stalowni jak i poprawa wyników walcowni jest zasługą zarówno ludzi pracujących w hucie, ich zaangażowania, ale także zmiany sposobów zarzadzania, kompetencji i odpowiedzialności. Choć upłynęło niewiele czasu, to musieliśmy takie zmiany szybko wprowadzić aby zmienić podjęcie ludzi do pracy. Dziś szef stalowni odpowiada za jakość złomu i ma prawo veta w tym zakresie. Wymagamy poprawy w jakości, ale także zastanawiamy się nad poprawą funkcjonowania całego zakładu. Mechanizmy i procedury powinny funkcjonować niezależnie od człowieka na danym stanowisku. Mamy trochę inne podejście do zarzadzania niż nasi poprzednicy. W kolejnych tygodniach będziemy chcieli zwiększać uzyski na innych wydziałach, ale zdajemy sobie sprawę, że jest to proces długotrwały i wymaga dużego zaangażowania pracowników. „MH”: Aby jednak myśleć o rozwoju, zwiększaniu mocy przetwórczych trzeba pamiętać o ludziach, których w przemyśle brakuje… M.Frydrych: Niestety nie wszyscy pracownicy wrócili do huty. Półroczna niepewność zrobiła swoje. Dobrzy fachowcy zawsze znajdą pracę i nie będą czekać, czy ktoś kupi i uruchomi hutę, czy nie. Mam jednak nadzieję, że z czasem część ludzi do nas wróci. Chcemy również uruchomić 4 zmianę, choć nie będzie to łatwe zadanie. Hutnictwo boryka się z tzw. luką pokoleniową, mam nadzieję, że z pomocą przyjdą nam byli pracownicy.

Cały wywiad przeczytasz  z „MH” 49/2019