TO DOPIERO POCZĄTEK DROGI
ROZMOWA „MH” Z MIROSŁAWEM MOTYKĄ PREZESEM HUTNICZEJ ZIBY PRZEMYSŁOWO-HANDLOWEJ
„MH”: Panie Prezesie, minęło pół roku od pełnego uruchomienia mechanizmu CBAM. Czy można powiedzieć, że poprawił on sytuację rynkową europejskiego hutnictwa?

M. Motyka: Faktycznie, od 1 stycznia tego roku Carbon Border Adjustment Mechanism (CBAM) funkcjonuje już w pełnym zakresie, choć importerzy nie ponoszą jeszcze faktycznych kosztów zakupu certyfikatów. Emisje są już jednak naliczane – według wartości rzeczywistych albo wartości domyślnych. Jako branża zabiegaliśmy o to, aby wartości domyślne były odpowiednio wysokie, ponieważ mają one zachęcać producentów spoza Unii Europejskiej do przedstawiania rzeczywistych danych emisyjnych oraz inwestowania w technologie niskoemisyjne i dekarbonizację przemysłu.
Czy można mówić o poprawie rynku? Patrząc na dane za pierwsze miesiące bieżącego roku, efektu wdrożenia CBAM nie widać. Może to wynikać z faktu, że tuż przed wejściem w życie opłaty wielu dostawców spoza UE przyspieszyło dostawy do Europy z obawy przed nowymi kosztami i niepewnością regulacyjną. Pod koniec ubiegłego roku obserwowaliśmy wyraźny wzrost importu, co może świadczyć o „upchnięciu” jak największej ilości stali.
Kilka dni temu Komisja Europejska ogłosiła cenę certyfikatów CBAM za II kwartał 2026 r. Jest ona minimalnie niższa od tej z I kwartału i wynosi 75,28 euro za certyfikat. Wartość tych certyfikatów odzwierciedla średnią cenę uprawnień do emisji CO₂ w unijnym systemie handlu emisjami EU ETS.
Przypomnijmy, że importerzy towarów objętych mechanizmem CBAM, którzy przekroczą roczny próg są zobowiązani do kalkulowania emisji gazów cieplarnianych wbudowanych w towary dopuszczane do obrotu na rynku UE. Sam zakup certyfikatów CBAM pokrywających te emisje będzie jednak możliwy dopiero od lutego 2027 r.
W 2026 r. cena certyfikatów jest ustalana oddzielnie dla każdego kwartału i publikowana po jego zakończeniu. Cena za III kwartał zostanie opublikowana 5 października 2026 r., a za IV kwartał – 4 stycznia 2027 r. Od przyszłego roku ceny będą publikowane co tydzień. Można więc powiedzieć, że nadal jesteśmy w fazie testowania, choć już w rzeczywistych warunkach.
„MH”: 1 lipca weszło w życie nowe unijne narzędzie ochrony handlu dla stali. Czy spełnia ono oczekiwania branży?
M. Motyka: Moim zdaniem jest ono satysfakcjonujące, ponieważ wprowadzenie 50-proc. cła na import ponad kontyngent, obniżenie kontyngentów o 47 proc. oraz zastosowanie zasady melt and pour powinny przynieść oczekiwane efekty. Zobaczymy jednak, jak nowe przepisy będą respektowane i czy importerzy z krajów trzecich nie zaczną ich obchodzić w ten czy inny sposób. Patrząc z perspektywy czasu, jeszcze rok temu tak naprawdę nie wiedzieliśmy, jaki będzie ostateczny kształt nowego mechanizmu. Wiadomo było jedynie, że ma on zastąpić dotychczasowe safeguardy i lepiej odpowiadać obecnym realiom rynku. Jednak pamiętamy, że ostateczny kształt unijnych regulacji często różni się od wcześniejszych zapowiedzi. W tym przypadku uważam, że wprowadzone środki powinny okazać się skuteczne, choć na ich efekty będziemy musieli jeszcze trochę poczekać.
CBAM, o którym już mówiłem, ma wyrównywać warunki konkurencji pod względem kosztów klimatycznych. Natomiast nowe narzędzie ma chronić rynek przed nieuczciwym importem. To ważne dla przyszłości sektora w Europie, jednak trzeba zdawać sobie sprawę, że nadal pozostaje wiele kosztów pośrednich, które europejscy producenci ponoszą w większym stopniu niż konkurenci spoza UE. Mam na myśli koszty ochrony środowiska, bezpieczeństwa pracy czy spełniania rygorystycznych regulacji społecznych. Tych różnic żadne z obecnych narzędzi nie niweluje.
Pierwsze dni funkcjonowania nowego mechanizmu pokazują, że część eksporterów nadal jest gotowa ponosić dodatkowe opłaty. Przykładowo Turcja bardzo szybko wykorzystała znaczną część dostępnych limitów eksportowych, co oznacza, że chcąc wysyłać swoja stal ponad przyznany limit będzie musiała zapłacić cło. Tak więc nie dla wszystkich jest ono wystarczającym czynnikiem zniechęcającym.
Najważniejsze jest jednak to, że nowe narzędzie zostało wprowadzone bez określonego terminu wygaśnięcia. Dla hutnictwa, gdzie decyzje inwestycyjne podejmowane są z wieloletnim wyprzedzeniem, a ich kapitałochłonność jest ogromna, stabilność regulacyjna ma ogromne znaczenie.
„MH”: Jednak same instrumenty ochrony handlu chyba nie wystarczą?
M. Motyka: Ma Pan rację. Równie ważny jest popyt wewnętrzny. W Polsce budownictwo odpowiada za około 46 proc. zużycia stali, dlatego kondycja tego sektora ma kluczowe znaczenie dla całego rynku. Na tle Europy nasz kraj radzi sobie całkiem dobrze. Jawne zużycie stali utrzymuje się na poziomie około 13,5 mln ton rocznie. Problem polega jednak na tym, że zdecydowaną większość tego zapotrzebowania pokrywa import.
Docelowo powinniśmy odwrócić obecne proporcje. Dziś ponad 80 proc. rynku stanowi stal importowana i wewnątrzwspólnotowa, a krajowa produkcja odpowiada jedynie za około 20 proc. To sytuacja, która w najbliższych latach powinna zostać zmieniona. Jednak aby tak się stało, hutnictwo w Polsce potrzebuje równych warunków konkurowania zarówno z krajami należącymi do Wspólnoty, jak i producentami spoza Unii. (…)
Cały wywiad przeczytasz w MH 15/2026

