AktualnościNASZA ROZMOWA

Z OBAWĄ O NASZĄ PRZYSZŁOŚĆ

ROZMOWA „MH” Z KRZYSZTOFEM WÓJCIKIEM PRZEWODNICZĄCYM NSZZ PRACOWNIKÓW ARCELORMITTAL POLAND W KRAKOWIE

„MH”: Panie Przewodniczący. Zacznijmy rozmowę od informacji ArcelorMittal o prowadzonej analizie i ewentualnym przeniesieniu spółek pomocniczych z Europy do Indii. Czy upatruje Pan w tym zagrożenia dla polskich firm zależnych?

K.Wójcik: Podczas nadzwyczajnego posiedzenia Prezydium Europejskiej Rady Zakładowej ArcelorMittal, które odbyło się w połowie ubiegłego miesiąca zostaliśmy poinformowani, że w Grupie po głębokich analizach powstał projekt obniżenia kosztów poprzez przeniesienie służb pomocniczych do innych lokalizacji. Ja mówię wprost do miejsc gdzie jest tańsza siła robocza. Z przekazanych informacji mają to być służby zaopatrzenia, IT, HR i marketingu. Core biznes, czyli produkcja stali ma zostać utrzymana w Europie. Jednak dobrze zdajemy sobie sprawę, że w Indiach, czy Malezji powstają nowe moce produkcyjne oparte o proces zintegrowany i siła Grupy będzie koncentrowała się właśnie na tych destynacjach. Tam ArcelorMittal nie musi ponosić ogromnych kosztów związanych z zeroemisyjnością czy zieloną stalą. Dlatego też zapowiedzi przenoszenia spółek pomocniczych zostały przez stronę społeczną europejskich zakładów, głównie z Belgii, Luksemburga, Hiszpanii, Francji, przyjęte bardzo negatywnie, bo to dotknie w głównej mierze pracowników z tych krajów. Pojawiły się także głosy, że to początek wychodzenia koncernu z Europy. Teoretycznie oszczędności dla europejskiej części koncernu mają wynieść 50-70 mln euro rocznie.

„MH”: Co to oznacza dla polskich spółek?  

K.Wójcik: Największa polska spółka, która jest wśród tych poddawanych analizie, to Business Center Of Excellence. Zatrudnia ona w Katowicach około 770 osób obsługujących 7 języków, czyli de facto cały świat. To bardzo duża grupa ludzi, która według kierownictwa BCOE nie powinna się obawiać o swoją przyszłość. Zatrudnienie w spółce może zostać nawet powiększone, przejmując kolejne procesy z innych europejskich firm ArcelorMittal. Pracują tam młodzi ludzie, bo średnia wieku w tej firmie to 36 lat, gdy w hutach jest to aż 56. Czy faktycznie tak będzie?  Mam ogromne obawy, że to może być proces postępujący i jeżeli w tym roku nas to nie dotknie to za 5 czy 10 lat takie spółki zostaną wchłonięte przez firmy o niższych kosztach, a ludzie zostaną bez pracy.

Pandemia pokazała, że pracując zdalnie można wykonać wiele rzeczy niezależnie od tego czy mieszkamy w Polsce, Europie, Stanach Zjednoczonych czy Indiach. Staramy się jednak przekazać decydentom, że nie wszystko można przenieść do Internetu, bo potrzebny jest bezpośredni kontakt pracownika z klientem, czy ze stroną społeczną, a także z politykami. I pewna grupa ludzi do tego jest niezbędna na miejscu. Mam nadzieję, że właściciel to rozumie i nie będzie tylko i wyłącznie patrzył na słupki w excelu.

„MH”: Ktoś powiedział, że jest to pierwszy krok do wyprowadzenia się koncernu z Europy. Czy zgodzi się Pan z takim twierdzeniem?

K.Wójcik: Dziś ArcelorMittal Poland jest w środku stawki jeżeli chodzi o koszty produkcji w Grupie, ale za chwilę może się okazać, że produkcja stali w Polsce dla pana Mittala jest nieopłacalna, bo mamy drogą energię, a trzeba przejść na piece elektryczne zgodnie z założeniami zeroemisyjności Europy. Myślę, że podjęcie decyzji o wycofaniu się z Europy czy Polski przy uruchamianiu nowych mocy w krajach o niskich kosztach może być tylko kwestią czasu. Przecież żaden inwestor nie będzie dokładać do interesu, jeżeli może zarobić i dać pracę we własnym kraju. Tu rola polityków, którzy powinni stwarzać przyjazne prawo pozwalające na inwestowanie i rozwój przemysłu, bo to on buduje PKB.  

Pytanie które nas od kilku lat nurtuje, to czy prowadzone działania nie są początkiem zamykania hut w Europie. Widzimy co się dzieje. Wygaszane są wielkie piece, koksownie – ogólnie mówiąc kosztotwórcza cześć surowcowa, ale także wstrzymywane są inwestycje dekarbonizacyjne. To źle wróży na przyszłość.

Bardzo dobrze widać to na przykładzie ArcelorMittal Poland. W krakowskim oddziale zamknięto część surowcową z wielkim piecem, którego modernizacja kosztowała ponad 160 mln złotych. W roku ubiegłym wygaszono baterię wielkomorową, która produkowała bardzo dobrej jakości koks. Wszystko w imię rosnących kosztów i nieopłacalności produkcji. Pierwotnie zapowiadano, że do roku 2027 w Dąbrowie Górniczej zostanie uruchomiony pierwszy piec elektryczny. Teraz mówi się o roku 2030. Mamy 5 lat na przeprowadzenie tego procesu, a według mojej wiedzy niewiele się w tym zakresie dzieje. Zarząd spółki uspokaja, jednak czas ucieka. Obawiam się, że możemy nie zdążyć. Kolejną niewiadomą jest opłacalność całej inwestycji przy dzisiejszych cenach energii, a także jej ograniczona dostępność.

Pamiętam słowa Geerta Van Poelvoordera dyrektora generalnego ArcelorMittal Europe, który oświadczył, że inwestycje dekarbonizacyjne będą prowadzone w krajach, gdzie firma otrzyma wsparcie. Minister Marzena Czarnecka zapewniała o takowym dla naszej spółki. Mówiło się o ponad 2 mld złotych, ale cała sprawa ucichła. Europejskie inwestycje, szczególnie te oparte o wodór zostały wstrzymane, a prezes Lakshmi Mittal pod koniec ubiegłego roku wyraźnie powiedział, że przy obecnych cenach energii są one nieopłacalne. (…)

CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ W MH 6/2025