MIĘDZY PRESJĄ KOSZTÓW A GLOBALNĄ KONKURENCJĄ

ROZMOWA „MH” Z MIROSŁAWEM MOTYKĄ PREZESEM HUTNICZEJ IZBY PRZEMYSŁOWO-HANDLOWEJ
„MH”: Panie Prezesie. Proszę o podsumowanie roku 2025. Jaki on był dla sektora stalowego w Polsce?
M.Motyka: Na pewno był to kolejny bardzo wymagający rok – nie tylko dla hutnictwa, ale dla całego przemysłu energochłonnego. Branża stalowa już od kilku lat funkcjonuje w warunkach dużej presji kosztowej i silnej konkurencji międzynarodowej. Rok 2025 dla polskiego sektora hutniczego wiązał się z rosnącym zjawiskiem napływu tańszej stali i to nie tylko z krajów trzecich, w tym zwłaszcza z Ukrainy, ale także z rynku unijnego.
Można powiedzieć, że były to kolejne trudne kwartały walki o przetrwanie i odzyskanie konkurencyjności. Po bardzo słabym 2023 roku i nieco tylko lepszym 2024, ubiegły rok zakończyliśmy także jedynie minimalnym wzrostem produkcji. W Polsce w 2025 roku wytopiono niespełna 7,2 mln ton stali, podczas gdy rok wcześniej było to 7 mln ton.
Ten wzrost o 1 % to wynik okupiony dużym wysiłkiem przedsiębiorstw. Hutnictwo działa dziś pod ogromną presją – zarówno kosztową, jak i regulacyjną – a jednocześnie musi mierzyć się z bardzo agresywną konkurencją zewnętrzną i wewnątrz samej Unii. W wielu przypadkach trudno mówić o uczciwej konkurencji, ponieważ producenci spoza Unii Europejskiej nie ponoszą dodatkowych obciążeń regulacyjnych, w szczególności zwiększających koszty energii, czy kosztów realizacji celów klimatycznych i środowiskowych, takich jak przedsiębiorstwa działające w UE. Do tego dochodzą koszty samej energii (tzw. energii czarnej), które są znacznie wyższe aniżeli u naszych konkurentów.
„MH”: Czy mimo tych trudnych warunków można już mówić o stabilizacji?
M.Motyka: W pewnym sensie tak, ale trzeba zachować dużą ostrożność. Ten niewielki wzrost produkcji pokazuje, że branża wciąż ma potencjał i może walczyć o swoją pozycję na rynku, ale potrzebuje równych warunków. Jednocześnie trzeba pamiętać, że jest to bitwa o utrzymanie istniejącego potencjału produkcyjnego, który w ostatnich latach drastycznie spadał.
Zużycie jawne stali w Polsce w roku ubiegłym wzrosło o 2,4% i wyniosło 13,3 mln ton. To oznacza, że nadal mamy jeden z najlepszych rynków w Europie Środkowej. Tymczasem krajowy potencjał produkcyjny spadł poniżej 10 mln ton. Patrząc na te dane mamy zatem przestrzeń, aby zwiększyć udział polskich producentów na rodzimym rynku, ale niestety nadal przegrywamy konkurencję, również wewnątrzunijną – jak choćby z naszymi zachodnimi sąsiadami Niemcami, którzy w roku ubiegłym ulokowali na naszym rynku aż 3 mln ton stali.
Problem polega na strukturze rynku. Dziś około 80% stali zużywanej w Polsce pochodzi spoza Polski, zarówno z krajów Unii Europejskiej, jak i spoza niej. To bardzo niekorzystna sytuacja z punktu widzenia bezpieczeństwa gospodarczego, odporności kraju i rozwoju przemysłu.Zdrowa struktura powinna wyglądać dokładnie odwrotnie – 80% krajowej produkcji i 20% importu. Taki model funkcjonuje w wielu krajach rozwiniętych i pozwala zachować równowagę między otwartością handlu, a ochroną strategicznych sektorów gospodarki.
„MH”: Czy sytuacja w polskim hutnictwie pogarsza się z powodu utraty zdolności produkcyjnych?
M.Motyka: Niestety tak. Od 2019 roku Polska straciła ponad 3 mln ton zdolności produkcyjnych w sektorze stalowym. To bardzo dużo, jeśli weźmiemy pod uwagę skalę naszego rynku. Z drugiej strony wygaszanie mocy ściśle wiąże się z trudnościami rynkowymi i wchodzeniem na niego producentów spoza Polski z konkurencyjnymi cenami, często dumpingowymi.
W ostatnich latach mieliśmy kilka wręcz symbolicznych wydarzeń dla branży, takich jak w szczególności trwałe wygaszenie w 2020 roku przez ArcelorMittal Poland wielkiego pieca w Krakowie. W roku ubiegłym koncern ten podjął też decyzje o zamknięciu Huty Królewskiej w Chorzowie, zakładu z ponad 200-letnią tradycją, a także czasowym wygaszeniu wielkiego pieca nr 3 w Dąbrowie Górniczej, który obecnie przechodzi remont i, miejmy nadzieję, będzie ponownie uruchomiony. Te decyzje nie zapadają z dnia na dzień. Są konsekwencją wieloletnich problemów z konkurencyjnością kosztową europejskiego przemysłu stalowego. Jeśli sytuacja się nie zmieni, istnieje realne ryzyko, że kolejne moce produkcyjne będą ograniczane lub zamykane. Tak dzieje się w całej Europie i Polska nie jest w tym zjawisku osamotniona. Brak polityki gospodarczej dla strategicznych gałęzi, w tym hutnictwa, prowadzi do wchodzenia na rynek producentów z krajów trzecich. To zjawisko jest bardzo niebezpieczne, biorąc pod uwagę napiętą sytuację geopolityczną.
„MH”: Jednym z głównych problemów wskazywanych przez branżę są ceny energii.
M.Motyka: Tak, to absolutnie kluczowy czynnik, choć dla hutnictwa surowcowego większe znaczenie mają opłaty za emisję CO2. Ich ceny są w dużej mierze uzależnione od spekulacji rynkowych. Tak nie powinno być, ale różnego rodzaju instytucje zwietrzyły w tym interes i dziś ceny emisji zależne są w dużej mierze od rynku finansowego. Polski sektor elektroenergetyczny wciąż cechuje się niemal trzykrotnie wyższym poziomem emisji niż średnia w Unii Europejskiej. To sprawia, że jesteśmy trzykrotnie bardziej dotknięci wzrostem cen ETS niż przeciętna gospodarka w UE.
Hutnictwo należy do najbardziej energochłonnych sektorów gospodarki. I mamy taką oto sytuację, że w Europie ceny energii elektrycznej należą do najwyższych na świecie, a z kolei w Polsce są jednymi z najwyższych w całej Unii Europejskiej. Różnice w kosztach energii pomiędzy krajami mogą sięgać 20–30 euro na MWh, co w przypadku produkcji stali oznacza ogromne różnice w kosztach jednostkowych. W praktyce, producenci z krajów o niższych cenach energii mogą sprzedawać swoje wyroby taniej, nawet jeśli ich efektywność technologiczna jest podobna.
Widać to wyraźnie w statystykach handlowych. Przez wiele lat Polska i Niemcy miały w zasadzie zbilansowany handel stalą – około 2 mln ton. Tymczasem w ostatnich dwóch latach sytuacja się zmieniła i dziś nasi zachodni sąsiedzi eksportują znacznie więcej stali do Polski, aniżeli my jesteśmy w stanie sprzedaż u nich. To pokazuje skalę problemu.
„MH”: Czy Pana zdaniem państwo ma narzędzia, które mogłyby poprawić sytuację krajowych producentów?
M.Motyka: Takim narzędziem mogą być zamówienia publiczne oraz tzw. komponent krajowy. W praktyce chodzi o to, aby przy realizacji dużych inwestycji publicznych – infrastrukturalnych czy energetycznych – uwzględniać nie tylko cenę produktu, ale również inne kryteria. Można brać pod uwagę na przykład standardy środowiskowe, warunki pracy, bezpieczeństwo produkcji czy ślad węglowy. Europejscy producenci spełniają bardzo wysokie wymagania w tych obszarach, podczas gdy producenci spoza Unii Europejskiej często funkcjonują w zupełnie innych realiach regulacyjnych.
Dlatego liczymy, że w Polsce pojawią się rozwiązania prawne, które w sposób bardziej świadomy będą wspierały krajowy przemysł przy realizacji inwestycji publicznych. (…)
CAŁY WYWIAD PRZECZYTASZ W MH 9/10 20206

